LEGO® kontra inwestorzy: figurki Star Wars
Zgodnie z zapowiedzią, wracamy do cyklu LEGO® kontra inwestorzy, aby podyskutować o kolejnej serii, w której figurki potrafią osiągać bardzo wysokie ceny. Tym razem skupimy się właściwie na najtrudniejszym i jednocześnie najciekawszym przypadku, którym są – oczywiście – Gwiezdne wojny.
Co się ludziom podoba?
Jak zwykle musimy zacząć od wypisania najważniejszych i najdroższych figurek, które były kiedyś normalnie dostępne. W przeciwieństwie do figurek z Ninjago, największy potencjał mają te figi, które były unikalne dla konkretnych zestawów, niezależnie od ceny tychże setów. Mógłbym tutaj mnożyć przykłady, ale do najbardziej kultowych należą oczywiście: Pre Vizsla z zestawu 9525, Kapitan Rex czy Admirał Thrawn, które to ze spokojem kosztują przynajmniej 400-500 zł, a ten pierwszy nawet więcej. Dla kontekstu wspomnę, że te kilkanaście lat temu set z Rexem (zawierający również konstrukcję i kilka innych figów) kosztował 159,99 zł katalogowo…
Czasem bywało też tak, że zestaw został wypuszczony w bardzo specyficzny sposób, przez co jego dostępność nie była najwyższa, a to również przekłada się na ogromną różnicę w cenie. Mam na myśli jeden szczególny gratis, a konkretnie 5002123, który zawierał w sobie wyłącznie figurkę Dartha Revana. Fig unikalny, bohater znany, ale granica dolna wynosząca 75 dolców wtedy była niemal nie do pomyślenia. Teraz ludzie dają za niego lekko 1200 zł, o ile w ogóle uda im się go znaleźć.
W tym miejscu zależy też wskazać, że LEGO® miało kilka podejść do serii Gwiezdnych wojen i ja skupię się wyłącznie na zestawach sprzed 10-15 lat, kiedy to zaczęto w tej serii tworzyć „normalne” (a nie żółte) twarze. Istnieją też, rzecz jasna, zestawy starsze, a figurki stamtąd osiągają jeszcze wyższe ceny, czego doskonałym przykładem jest kultowy Boba Fett ze starego, legendarnego niemal Miasta w Chmurach, którego cena oscyluje w granicach kilku tysięcy zł.
Istnieją też pewne skoki popytu, pod wpływem zachodzących „w uniwersum” wydarzeń, co oczywiście przekłada się na wyższą cenę. Doskonałym przykładem były figurki Inkwizytorów, których ceny poszybowały do góry, gdy w zwiastunie serialu Kenobi otrzymaliśmy potwierdzenie ich powrotu. Wówczas musieliśmy zapłacić około 300 zł za jedną figurkę, natomiast zaledwie kilka miesięcy wcześniej tylko trochę więcej należało zapłacić za cały zestaw ich zawierający.
Ostatnim obiektem zainteresowania są big figi, ale tutaj trudno coś więcej napisać, bo to domena każdej serii. Ot, duże odlewy cieszą każdego, a taki Jabba czy Rancor szczególnie zachwycają fanów, co pokazują kwoty w przedziale 400-500 zł za pierwszego i 700-800 zł za drugiego.

Nierówna walka
Ogólnie LEGO® obrało kilka taktyk „w sprawie inwestorów”, które stosuje z różnym natężeniem. Jedną z najczęściej stosowanych jest tworzenie nowych zestawów, mających być odświeżeniem tego, co już widzieliśmy. Oczywiście jest to ogólne uderzenie w inwestowanie, bo przy okazji całe, starsze sety także tracą na wartości. Najlepiej widać to chociażby po zapowiedzi nowej edycji Kanonierki, która nie dość, że prawdopodobnie zaszkodzi sprzedawcom poprzednich wersji, to jeszcze dostarczy nam nową wersję Padme czy Palpatine’a, gdyż tych postaci dawno już nie było i ceny ich poprzedników zdążyły mocno podskoczyć.
Inną, równie popularną metodą, jest wrzucanie unikalnych figurek do nowych setów, ale tak, żeby Duńczycy solidnie na tym zarobili. W zeszłym roku taki precedens miał miejsce w związku z Cadem Banem, bo LEGO® po wielu latach ponownie zrobiło jego figa, tym razem w nieco innym wdzianku i z dopracowanym elementem pod twarzą. Poprzednia wersja straciła na wartości, a LEGO® słupki się zgodziły, bo marka zażądała za Justifiera horrendalnej kwoty. To samo stanie się pewnie z Kapitanem Rexem, jeśli plotki o Venatorze okażą się prawdziwe, bo specjalnie „kiszono go” tak długo, aby teraz zachęcić do zakupu setu za prawie 3 tysiące zł (co, swoją drogą, pewnie stanie się dla wielu niemożliwą do pokonania zaporą). Pytanie tylko, czy słynne hełmy z dziurami nie okażą się kolejnym istotnym problemem.
Ponownie mamy też proces wrzucania konkretnych figów do gazetek. Co jakiś czas dowiadujemy się, że coś bardziej unikalnego trafi do obiegu w ten sposób, a wówczas słychać wiele głosów radości, ale i oburzenia, w zależności od środowiska, którego słuchamy. Ten problem był ostatnio najbardziej widoczny w przypadku zestawu 75316 Mandaloriański Myśliwiec, gdzie w przeciągu pół roku w gazetkach pojawiły się 2 z 3 figurek z tego zestawu (dotychczas ekskluzywnych) i całkowicie zaniżyły ich wartość… Choć z drugiej strony zawyżyły także wartość trzeciej, bo wszyscy potem chcieli mieć komplet.

Niby ten sam bohater, ale jednak nie bardzo
I teraz przechodzimy do najciekawszej części, czyli podsumowania tego, jak to się w ogóle dzieje i dlaczego ludzie chcą płacić tak duże pieniądze. Niestety sam nie zawsze jestem w stanie tego do końca zrozumieć, ale postaram się Wam to przedstawić.
Weźmy na ten przykład wspomnianych wyżej Inkwizytorów. Ot, cały Internet się rzucił, żeby mieć swoje figurki Wielkiego Inkwizytora i Piątego Brata, skoro ZARAZ WYCHODZI Z NIMI SERIAL. Tyle, że w pewnym momencie zostało ogłoszone, że obaj panowie pojawią się w nowym zestawie, który miał kosztować 480 zł (co w szerokiej dystrybucji dawało te 330 zł) i dostarczą nam dodatkowo jeszcze jedną Inkwizytorkę, Kenobiego oraz wielki statek – Scythe. Mimo takich zapewnień, ludzie nadal kupowali, płacąc za jedną figurkę tyle, ile potem można było dać za wspomniany zestaw.
Łatwiej jest mi zrozumieć precedens, gdzie ktoś kupuje takiego Pre Vizslę. Na pewno są fani tej postaci, a brak perspektywy otrzymania jego nowej wersji sprawia, iż ludzie decydują się płacić duże pieniądze, aby mieć swojego bohatera na półce. Sam miałem podobne myśli, aby nabyć Padme z Kanonierki (75021), choć płacenie większych pieniędzy za jednego figa ostatecznie mnie zniechęciło.
Żeby jednak pośmiać się dalej, warto dać na ten przykład postać Anakina. Już nieraz pojawił się on w różnych zestawach (oraz iteracjach), a mimo to jego rozmaite figi wciąż trzymają solidne ceny. 3 lata temu mieliśmy go w myśliwcu, ale nie wersji Sitha, jak również bez pelerynki, więc ten fig trzyma się znacznie gorzej niż jego „konkurenci” z tymi elementami.
Wiem, wiem – teraz ktoś mi powie Ale właśnie o tę pelerynę czy twarz Sitha chodzi. No tak, ale dlaczego w takim razie Cad Bane, który też różni się wdziankiem między swoimi wersjami, jest w stanie zbić się nawzajem cenowo? Chodzi bowiem o daną cechę figurki, której jej „następcy” nie posiadają, nawet jeśli reszta elementów się zgadza.

Co dalej?
Moim zdaniem, LEGO® będzie spokojnie wyciągać kolejne asy z rękawów i niespiesznie wprowadzać następne postaci na rynek. Nie ma co się z tym spieszyć, bo istnieje perspektywa zarabiania przez kilkanaście najbliższych lat, powoli łechtając podniebienia fanów, a w innym razie rynek mógłby się zbyt szybko zapchać. W jednym roku wrzucą Rexa czy Palpatine’a, pewnie w przyszłym roku dadzą nowego Thrawna, a za trzy lata nastąpi wielki powrót Hrabiego Dooku. I za każdym razem, gdy tylko nadejdzie odpowiednia wiadomość, ludzie będą skakać z radości, bo w końcu dostaną to, czego pragnęli… i nie będą musieli sprzedawać nerki.
Gazetki wciąż będą grały na nosie inwestorów, natomiast to nowe wersje figów są w mojej opinii głównym dochodem, bo skoro ludzie „wyposzczeni” i zarazem skłonni zapłacić grube pieniądze osobom z drugiej ręki, to czemu te pieniądze nie mają trafić do kasy duńczyków?

Star Wars to jedna z najtrudniejszych serii w ocenie, bo naprawdę wiele się tutaj dzieje i niekiedy trudno pojąć skalę problemów. Mimo to, wielu Inwestorów decyduje się ulokować tutaj swoje pieniądze, gdyż rynek jest obszerny i nadal pewne figi naprawdę dobrze się sprzedają. Nie ma drugiej takiej serii, co zapewne zobaczycie niebawem, w ramach kolejnych części naszego cyklu.
Sprawdź też inne artykuły z cyklu LEGO® kontra inwestorzy:
• Figurki Ninjago
• Figurki Star Wars
• Figurki Super Heroes
• Figurki w saszetkach, cz. 1
NIE CHCESZ OGLĄDAĆ REKLAM?
Jeśli tak, możesz wspomóc rozwój naszej strony poprzez dobrowolną wpłatę w serwisie Patronite i pozbyć się ich na dobre!

Wolna mysz
Nie „inwestorzy”, tylko spekulanci. Czekam aż bańka spekulacyjna wreszcie pęknie a spekulanci zrażeni pójdą psuć ceny na rynku czegoś innego. Tak było z Playmobil i z Lego też tak się stanie.
Brewa
Kupowanie czegoś taniej po to, żeby w innym miejscu/czasie sprzedać to coś drożej spełnia zarówno definicję spekulacji, jak i inwestycji. Te pojęcia rożni tylko skala :).
JuanJachu
Bardzo dobry tekst. Dołożyłem w nim małą cegiełkę wiec tym bardziej cieszę się że ujrzał światło dzienne. Pozdrawiam 😉
Indrasil
Parę miesięcy temu kupiłem Tantive’a, ale że figurki zupełnie mnie nie jarają, to sprzedałem Baila i Antillesa za prawie połowę ceny zestawu.
Zagul
Myślałem, że po sytuacji z Inkwizytorami i zwiastumem Kenobiego podobnie sprawa będzie wygląła z figurkami Thrawna i Sabine po zapowiedzi Ahsoki. Widocznie Sabine nie ma aż tylu fanów, a sama figurka nie jest specjalnie wyjątkowa natomiast Thrawn był drogi już przed zwiastunem.
Warto jeszcze wspomnieć o póki co pojedycznym przypadku, ale dość swieżym czyli dodanie wydanie figurki z UCS do tańszego zestawu. Mowa tutaj klonie z kanonierki (sw1146). Figurka później pojawiła się w blistrze z klonami i kalendarzu, a jej wartość z ok. 200 zł spadła do ok. 20 zł. Tutaj już nie chodzi o inwestowanie, ale placąc x tysięcy za zestaw kolekcjoner chciałby mieć coś unikatowego.
Brewa
Z jednej strony tak, a z drugiej LEGO jednak mimo wszystko stara się „zapewnić” niektóre figi szerszej publiczności. Ten konkretny klon jest „potrzebny” na niektórych makietach i myślę, że LEGO to dostrzegło.
Zagul
Masz tutaj rację, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Rex z Venatora (o ile plotki będą prawdziwe) trafi do kalendarza czy innej gazetki 🙂 Z drugiej strony do makiety wystarczy jeden Rex, większe parcie będzie na zwykłe klony z 501.