Minifigurki-saszetki-cz1
Inwestowanie Maciej Baraniak 7167 views

LEGO® kontra inwestorzy: figurki w saszetkach, cz. 1

Przyszedł czas na kolejną odsłonę cyklu, w którym poruszamy sobie „odwiecznej” walki wielkiej korporacji z ludźmi chcącymi zarobić na trzymaniu zabawek w szafie. Tym razem przyszedł czas na podsumowanie saszetek z figurkami, które to ukazują się co około 4 miesiące w ramach nowych kolekcji i stają się coraz ciekawszą materią do inwestowania. Temat jest jednak na tyle rozległy, że rozbijemy sobie go na części, aby odpowiednio go przedyskutować.

Co w tym takiego niezwykłego?

Ogólnie figurki w tym formacie ukazują się już od ponad dekady i z roku na rok cieszą się coraz większą popularnością. Wyróżniamy dwa rodzaje kolekcji – klasyczne, numerowane serie, w których LEGO® wrzuca własne projekty; oraz jednorazowe strzały związane z konkretnymi markami. Dla przypomnienia, w tym roku otrzymaliśmy 24. serię figurek, po czym wleciała seria związana z 100. urodzinami Disneya, a po niej – specjalna (i druga już) seria z Marvela. Tendencja jest jednak taka, aby wydawać dwie serie oryginalne i jedną związaną z markami w ramach jednego roku.

Poprzez ilość figurek w danej kolekcji (wynoszącą 12 lub 18) zawsze tworzy się podział na figurki bardziej i mniej pożądane. Dzięki temu ustanawiała się ich cena na rynku wtórnym, bo bardzo często osoby chcące kupić daną figurkę zdobywały ją w sklepach stacjonarnych poprzez wymacanie woreczka, a potem inni kupowali na ślepo to co zostało i starali się odsprzedać powtórki, chcąc odzyskać chociaż jakąś część wkładu. Jak wiadomo, im większa podaż, tym niższa cena.

W ostatnich latach niektóre figurki „latały” po 50 zł, a czasem, przez pewne wydarzenia, cena rosła jeszcze wyżej. Choćby Scarlet Witch z pierwszej serii Marvela poszybowała po premierze drugiego filmu z Doktorem Strangem, a Król z 13. serii stał się niezwykle popularny, gdy okazało się, że w Zamku rycerzy Króla Lwa znajdziemy tylko Królową. Wówczas trzeba było zapłacić około 100-150 zł za taką figurkę, co może nie robi wrażenia na tle zysku ze Star Wars, ale – przy koszcie na poziomie 15-20 zł – jest to już dobry wzrost.

Mniejszy nakład, większy problem

Ostatnio jednak stała się rzecz bardzo problematyczna. LEGO® zaczęło bowiem zauważać, iż sporo figurek zalega u niektórych sprzedawców, więc postanowiono ograniczyć nakład wszystkich serii. Przez to kończą się one szybciej, ale przynajmniej nie zalegają na sklepach. Bardziej szczegółowo omówił to w swoim filmie Brewa, więc ja po prostu Was tam odsyłam, jeśli jeszcze go nie widzieliście.

Wpłynęło to jednak negatywnie na tę małą „wojenkę”, dając silną przewagę inwestorom. Przede wszystkim, komplety zaczęły kończyć się znacznie szybciej, a zakup całego kartonu w dobrej cenie graniczył z cudem już kilka dni po premierze. Dlatego ci, którzy kupili je wcześniej, a byli to najczęściej inwestorzy, zaczęli zarabiać już po miesiącu, sprzedając kartony po 700 zł z pocałowaniem ręki, gdy jeszcze chwilę temu kupowali je za niecałe 500 zł.

Ucierpiały na tym też ceny poszczególnych figurek. Dotychczas dało się je bowiem zdobyć stacjonarnie, ale przy tak małym nakładzie, szybko się kończyły. Gdy ktoś przespał moment, a moment ten był naprawdę krótki, to finalnie musiał płacić około 30-40 zł za takiego Ernesto, gdy ten normalnie kosztował 18 zł. To samo tyczyło się zresztą Sokolniczek i Orków z 24. serii, gdzie chyba poszło to w jeszcze większą skalę, gdyż tam ludzie chcieli mieć często po kilka sztuk tych figurek np. do makiet. Ceny może nie robią AŻ TAKIEGO wrażenia, ale ponownie – gdy spojrzymy na nie procentowo, to już wyglądają całkiem imponująco.

Zobaczymy, jak problem ten ukształtuje się w ramach serii figurek z Marvela, bo tutaj wiele osób już dostrzegła cały ten proces i zapowiadała, że tym razem zdecyduje się szybciej zakupić wymarzony komplet (tym bardziej, że już także w Polsce pojawiają się pełne komplety w pojedynczym 12-paku). Czy wpłynie to na jeszcze szybszą wyprzedaż, a może LEGO® zwiększy nakład i w ten sposób uderzy w inwestorów? O tym przekonamy się na dniach, więc pewnie wrócimy do tego wątku w przyszłości.

Brak ekskluzywności

To, co jednak najbardziej mnie ostatnio zszokowało, to pewien precedens mający miejsce w ramach ostatniej serii związanej z Disneyem. Swój debiut zaliczyła tam Tiana, która chwilę później – w niezmienionej postaci – pojawiła się w Zamku Disneya (którego videorecenzję znajdziecie tutaj). Póki co był to jednorazowy przypadek i to jeszcze mało szkodliwy, bo Tiana nie była rozchwytywana, a na dodatek pojawiła się w secie za prawie 2 tyś. zł. Ale co się stanie, jeśli inne figurki również stracą swoją ekskluzywność i będą pojawiały się w różnych setach?

Weźmy na ten moment figsy z Marvela. Póki co myślimy, że wszystkie będą ekskluzywne i jedynym sposobem na ich zdobycie jest zakup serii. A gdyby nagle minifgurki X-Menów pojawiły się w zapowiadanym na styczeń odrzutowcu X-Men? Gdyby niczym się nie różniły (tak jak w/w Tiana), a były ogólnodostępne przez następne 2 lata? To może być poważny cios w inwestowanie, zmieniający perspektywę szybkiego zarobku przy małym ryzyku.

Z drugiej strony uważam, że to nie jest dobry pomysł dla samej renomy tych serii. Każdy kupuje te figurki wiedząc, iż nie dostanie ich nigdzie indziej. Nawet jeśli dana postać ma pojawić się w jakimś secie, to dostaje nową wersję, aby zachować pewien standard. Choćby wspomniana Scarlet Witch pojawiła się w dwóch innych zestawach, już po premierze w saszetkach, ale tam dostała zupełnie inne wersje, w których nawet korona na głowie została inaczej zadrukowana.

Taki ruch mógłby być kolejnym gwoździem do trumny dla inwestorów, ale także dla samych serii, które „kolekcjonerskimi” zostałyby tylko z nazwy. Ludzie nie kupowaliby już tak chętnie całych serii, a zamiast tego decydowaliby się kupić tylko konkretne figsy, które raczej przez rok nigdzie się nie pojawią, a przynajmniej żadne przecieki na to nie wskazują. Znowuż: zakup konkretnych figurek będzie od teraz trudniejszy przez papierowe opakowania, więc sprawa dodatkowo się komplikuje.

No dobra, kafelek nadal jest ekskluzywny…

Do minifigurek w saszetkach musimy jeszcze powrócić, bo zostało jeszcze sporo wątków do omówienia. Póki co chciałem jedynie skupić się na sytuacji trzech ostatnich serii, bo dzieje się tutaj naprawdę dużo i może mieć to istotny wpływ na przyszłe lata.

Osobiście jestem bardzo ciekaw, czy moje przewidywania się sprawdzą i ruchy LEGO® mają być po cichu „anty-inwestorskie”… Ale może dalej będzie to olewane, bo skala zarobku na tych figurkach jest niewielka, względem sprzedaży starych zestawów. Ja jednak radzę bacznie patrzeć na przecieki dotyczące odrzutowca X-men, bo czuję, iż będzie to niezwykle istotny zwrot akcji. Albo LEGO® ogra inwestorów, dając tam te same minifigurki co w serii „kolekcjonerskiej”, albo inwestorzy ograją LEGO®, jeśli dostaniemy nowy pakiet postaci i ludzie będą poszukiwać poprzednich bohaterów do kompletu, ale już za wyższą cenę.

Sprawdź też inne artykuły z cyklu LEGO® kontra inwestorzy:
Figurki Ninjago
• Figurki Star Wars
• Figurki Super Heroes

Figurki w saszetkach, cz. 1

NIE CHCESZ OGLĄDAĆ REKLAM?
Jeśli tak, możesz wspomóc rozwój naszej strony poprzez dobrowolną wpłatę w serwisie Patronite i pozbyć się ich na dobre!

FanKlocków.pl na Patrontie
Jeśli nie chcesz wspierać nas stale, możesz również postawić nam kawę na Suppi!

Skomentuj!

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.