Różności Maciej Baraniak 4236 views

LEGO® Adventurers – duński Indiana Jones

Przez ostatnie miesiące mieliśmy szansę obserwować powroty niektórych postaci z serii LEGO® Adventurers. Niektórzy się z tego cieszyli, innym było to obojętnie, natomiast pozostali (i młodsi?) najpewniej zastanawiali się czym w ogóle było to LEGO® Adventurers? Na to ostatnie pytanie dzisiaj Wam odpowiem, a przy okazji zastanowimy się, czy kiedykolwiek doczekamy się oficjalnego powrotu tej serii.

Początek LEGO® Adventurers

Wyobraźcie sobie taką sytuację: mamy rok 1998 i wszyscy szaleją za Indianą Jonesem oraz innymi przygodami poszukiwaczy skarbów. Wy w tym czasie musicie wypuścić nową linię produktów z klocków, która zachęci najmłodszych czymś ciekawym. Co zatem można zrobić (i to tak, żeby nie bulić za licencję)? Stworzyć serię LEGO® Adventurers, gdzie grupa 3 odmiennych postaci (typowy poszukiwacz, dziennikarka oraz starszy Pan Doktor) muszą przemierzać przeróżne krainy i walczyć z rozmaitymi antagonistami w celu znalezienia pradawnych artefaktów.

W ciągu tych pięciu lat trwania serii mieliśmy okazję zobaczyć amazońską dżunglę, Egipt czy zrobić sobie tourne po azjatyckich zakamarkach w ramach ostatniej fali. Do tego mieliśmy jeszcze specyficzny epizod w „parku jurajskim”, który został nazwany Wyspą Dinozaurów, aby (ponownie) nie płacić nikomu za prawa autorskie. Dość zatem napisać, że poszukiwacze przygód znaleźli tych przygód naprawdę wiele, a obserwowanie ich dawało dużo frajdy, dzięki ciągłym zmianom klimatu

Jakość wykonania

Skoro już wiemy, co charakteryzowało motywy przewodnie tych zestawów, to skupmy się na ich zawartości, bo tutaj było naprawdę grubo. Przede wszystkim, seria posiadała ogrom dużych i porządnie wykonanych elementów – praktycznie każdy większy przedmiot w secie był nowym „odlewem” (np. trumna), a większość lokacji to jedna wielka płyta, na którą doczepialiśmy poszczególne elementy.

Do tego projektanci mieli dużą swobodę i mogli – przykładowo – stworzyć dużą świątynię egipską, gdzie na ścianach pojawiły się rozmaite hieroglify. W tamtym czasie była to właściwie norma – większość zestawów zawierała takie płyty, a większe elementy pojawiały się nawet w późniejszych seriach, takich jak Indiana Jones. Warto też podkreślić, że każdy z w/w motywów fabularnych miał w sobie coś takiego. Pomijając już przykłady z Egiptu, to dostaliśmy chociażby specjalne odlewy dinozaurów czy nawet… Yeti.

Pewnie myślicie, że musiał być w tym wszystkim jakiś haczyk, bo przecież gdyby to było takie proste, to dzisiaj byłoby to kontynuowane. I tak, był haczyk, którym była – oczywiście – cena. Jeden z przykładowych setów, zestaw 5988, zawierający masę takich „dowalonych” elementów, kosztował katalogowo 80$. Niby niewiele, aczkolwiek debiutował on w 1998 r., gdy najniższa krajowa w Polsce wynosiła 500 zł

Koniec LEGO® Adventurers

O LEGO® Adventurers mówimy jednak w czasie przeszłym, więc pewnie wielu z Was zastanawia się, co tak naprawdę zaszło, że seria doczekała się zakończenia. Teorii na ten temat jest kilka, aczkolwiek dla mnie najważniejszą jest nabycie praw do Indiany Jonesa, czy raczej dobry deal dogadany z Lucas Films.

Spójrzmy na to z perspektywy chronologicznej: W 1999 r. LEGO® zaczyna wydawać zestawy z Gwiezdnych wojen i idzie im to całkiem dobrze. Na tyle dobrze, że zapowiadają grę Lego Star Wars: Gra Wideo, która ukazuje się równo z premierą Zemsty Sithów, czyli w 2005 r., tworząc jednocześnie niesamowity fenomen. Po roku wychodzi Lego Star Wars II, a następnie Complete Saga, gdzie już Indiana pojawia się jako grywalny bohater w ramach easter egga.

Trudno się tutaj komuś dziwić – twórcy woleli przenieść do Indiany to, co działało w LEGO® Adventurers, ale opakować to nową, chwytliwą marką. Wrzucili bardziej adekwatny kolor główek (co zaczęło działać wszędzie), nadal dodawali dużo odlewów, ale mogli już bazować na tym, co dzieciaki znają i lubią (zresztą, takie same wnioski wyciągnąłem w swoim przeglądzie Indiany po latach, który znajdziecie tutaj). Czy była to dobra decyzja? Nie wiem, aczkolwiek na pewno miała potencjał, by taką być.

Czy to różni się jakoś mocno od Indiany?

Co dalej?

Wiele osób ma ogromną nostalgię wobec LEGO® Adventurers, więc jednocześnie żyje nadzieją, że seria kiedyś powróci. Niewątpliwie jakiś sens w tym jest, bo aktualne zestawy osiągają naprawdę zbrodnicze ceny w odsprzedaży, a do IDEAS co jakiś czas wskakuje jakiś nostalgiczny projekt. Moim zdaniem są jednak dwa powody, dla których nie zobaczymy oficjalnego przedłużenia serii.

Po pierwsze, ceny tych zestawów byłyby za wysokie, a i tak nie oddałyby ducha tamtych setów. Jasne, one wyglądały świetnie w swoim czasie, ale dzisiaj osiągnięcie takich konstrukcji wymagałoby masy elementów i dużej ilości nadruków/naklejek w połączeniu z indywidualnymi odlewami. Pewnie zastąpiono by to konstrukcjami z klocków, ale wyszłaby nam prędzej Twierdza Eldorado (czytaj: średnio udany remake za masę kasy), aniżeli coś pięknego i nostalgicznego.

Poza tym, projektanci zrobili coś znacznie lepszego – zamiast robić niepotrzebną kontynuację, wydali wszystkich bohaterów w nowych zestawach, które zdecydowanie do nich pasują. Nasz Doktorek stał się kustoszem Muzeum, Dziennikarka Pippin Read podróżuje Orient Expressem, natomiast Johnny Thunder – a przynajmniej ktoś, kto bardzo go przypomina) nadal ma podobno szukać przygód w dżungli, w ramach miniserii, która ma zadebiutować latem w ramach LEGO® City. To znacznie lepsze domknięcie serii niż uprawianie bezsensownego grania na emocjach po latach.

Trzeba też powiedzieć, że był już pomysł powrotu do tematyki Egiptu, w ramach serii Pharaoh’s Quest, natomiast nie był to zbyt udany projekt. Wypuszczono zaledwie kilka zestawów i w ciągu roku zamknięto całą serię… Może więc lepiej zostawić tę mumię w spokoju…

Doktorek wygląda na zadowolonego

LEGO® Adventurers to kawał historii duńskiej marki. Zdecydowanie należy ją szanować, bo przez lata obserwowaliśmy rozpoczęte w niej rozwiązania – od wspomnianych namiotów przeniesionych do Indiany, po odlewy dinozaurów, widziane co roku w ramach Jurassic World. Nie mówiąc już o tym, że to właśnie w tej serii debiutował piaszczysty kolor klocków…

A Wy? Zbieraliście coś z LEGO® Adventurers?


Powyższe linki do produktów to linki afiliacyjne. Jeśli dokonacie z nich zakupów, otrzymamy od nich niewielką prowizję, którą przeznaczamy na rozwój serwisu.

NIE CHCESZ OGLĄDAĆ REKLAM?
Jeśli tak, możesz wspomóc rozwój naszej strony poprzez dobrowolną wpłatę w serwisie Patronite i pozbyć się ich na dobre!

FanKlocków.pl na Patrontie
Jeśli nie chcesz wspierać nas stale, możesz również postawić nam kawę na Suppi!

3 thoughts on “LEGO® Adventurers – duński Indiana Jones

  1. Maciej Baraniak

    Zgadzam się, że współczesne techniki budowania nie zawsze będą pasować do wszystkiego, tylko problem jest w tym, że Lego z nich nie zrezygnuje dla powrotu danej serii, a jak już to dostosuje nową serię do swoich technik. Ja osobiście Eldorado odpuściłem, tak jak spora część osób, bo według mnie ten set właśnie za bardzo stoi w rozkroku pomiędzy współczesnością a historią – chcąc połączyć te dwa elementy nie zadowolił w pełni żadnej grupy fanów i obawiam się, iż podobna sytuacja spotkałaby Adventurers…

  2. acidous

    „dzisiaj osiągnięcie takich konstrukcji wymagałoby masy elementów i dużej ilości nadruków/naklejek w połączeniu z indywidualnymi odlewami”
    A może to po prostu świadczy o tym, że „współczesne techniki budowlane” nie są uniwersalną odpowiedzią na każdy problem i czasem zwyczajnie przeszkadzają? I że budowanie każdej jednej głupiej ścianki czy kamyczka z pierdyliarda klocków nic nie wnosi do finalnego efektu, za to świetnie podnosi cenę, przez co trzeba później oszczędzać na nadrukach by nie było jeszcze drożej?
    Dlatego totalnie nie zgadzam się z oceną eldorado, które dla mnie jest naprawdę fajnie unowocześnionym klasycznym setem. Nieco klasyczny wygląd to akurat zaleta, zaś wszystkie jego problemy biorą się właśnie ze „współczesnych technik” pompujących tylko cenę – z jednej oszczędza się na wnętrzach pomieszczeń czy recyklinguje kratę zamiast wstawić twierdzy wrota, z drugiej masę klocków marnuje się na odtwarzanie prostych detali które dałoby się rozwiązać powtarzalnymi nadrukami lub odlewanymi elementami (skruszony tynk, skały u podstawy, itd).

    Dlatego nie obraziłbym się za powrót Adventurersów (chyba moja ulubiona klasyczna podseria – tym większa szkoda, ze mi ją rodzina rozkradła gdy wywiozłem klocki na działkę ;/), ale tylko pod warunkiem, że nie udziwniano by jej na siłę.

  3. Ja

    Chciałbym ponowie mieć wszystkie zestawy z edycji w dżungli, niestety ceny są zabójcze.

Skomentuj!

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.