Analizy Maciej Baraniak 143 views

LEGO® kontra Inwestorzy – (Nie)udane reedycje

Wracamy do cyklu, który znacie i lubicie, ale do którego czasem trudno mi znaleźć nowe tematy. Na szczęście dzisiaj mamy ciekawą kwestię w postaci reedycji, gdy Duńczycy chcą zagrać na nosie Inwestorom i wypuścić nowe wersje starych zestawów. I czasem uda im się zrobić coś lepszego, ale czasem tylko ułatwiają życie swoich „rywali”.

Przykłady dobre i złe

Na przestrzeni ostatnich lat można znaleźć ogrom przykładów, gdzie Duńczycy zrobili reedycję dawnych zestawów. Oczywiście zawsze nadają im nowy numer i często oferują zmieniony skład figurkowy wraz z podrasowaną konstrukcją, bo przecież nie chcą tylko wznowić produkcji danego setu. Aczkolwiek cel zawsze ma być ten sam: wykorzystać duże zainteresowanie wokół wycofanego zestawu i niejako „odbić” rynek, aby pieniądze trafiły finalnie do kas przedsiębiorstwa.

Przykładów jest wiele, ale dla mnie zawsze sztandarowym będzie Tumbler z Batmana w dużej skali. Jeden zestaw wyszedł w 2014 roku, drugi ukazał się 7 lat po nim. Jeśli ktoś kupił pierwszą wersję „do szafy”, to spotkał się ze sporym rozczarowaniem. W końcu mało kto będzie chciał kupić „przepłaconą”, starą wersję, jeśli ma bardziej dopracowaną wersję w normalnej cenie. Jasne, pojawią się pojedyncze przypadki osób chcących WSZYSTKIE WERSJE, ale to malutki rynek koneserów, który przy dużej podaży miał zostać szybko zaspokojony.

Nawet teraz obserwujemy, jak mały DeLorean z IDEAS został zastąpiony o wiele ładniejszym, nowym zamiennikiem z serii Speed Champions, podczas kiedy jeszcze parę miesięcy temu ktoś mógł się skusić na tę brzydką wersję, bo miała zacne figurki. Nie mówiąc jeszcze o flagowcach, które stale pojawiają się w nowej wersji, takich jak Zamek Disneya, który powrócił zaledwie pół roku po wycofaniu poprzedniego. Ale to już temat na osobny tekst.

I o ile wymienione przypadki działały raczej na niekorzyść dla starszej wersji, to są też przykłady, gdzie można się zastanowić, czy ta nowa wersja naprawdę może zaszkodzić? Bo spójrzcie: w marcu dostaniemy nowy Batmobil z filmu z Pattinsonem, gdzie nie pojawi się figurka Pingwina. Choć ta była częścią pierwszej wersji i wyglądała super. Nie mówiąc o maszynach z Gwiezdnych wojen, gdzie każde kolejne pomysły projektantów są wyśmiewane i ludzie raczej nie czają się na nowy Czołg Republiki Juggernaut, a wciąż polują na te stare. W końcu tamte nie rozpadały się w dłoniach i przetrwały próbę czasu; nawet jak trzeba za nie zapłacić więcej, to są warte swojej ceny.

Demogorgon ładniejszy?

Teraz przejdźmy do punktu, który zainspirował mnie do napisania tego tekstu, czyli Demogorgona. Otóż w BrickHeadzach kiedyś pojawił się zestaw z Jedenastką i Demogorgonem – ten cieszył się sporym zainteresowaniem i przy premierze piątego sezonu solidnie zyskiwał na cenie. Jednak nagle pojawiła się konkurencja, bo Duńczycy postanowili dorzucić tę dwójkę postaci do styczniowego zestawu, przez co taniej było kupić nowy czteropak niż stary dwupak.

Tylko musimy sobie zadać pytanie, czy ten nowy zestaw jest lepszy? Jedenastka różni się znacząco i to już kwestia, czy wolicie ją z pierwszego, czy z piątego sezonu. Natomiast w Demogorgonie zaszła poważna zmiana – zamiast specjalnych klocków z nadrukami, będącymi częścią jego charakterystycznej paszczy, wykorzystano elementy roślinne. I o ile efekt wygląda dla wielu lepiej, to jednak sam zestaw powinien mieć mniejszą wartość kolekcjonerską. W końcu łatwiej odtworzyć set bez nadruków, niż z nadrukami.

Jednocześnie część klientów nie będzie patrzyła na to, żeby mieć Demogorgona z nadrukami, bo zwyczajnie nie będą mieli ochoty przepłacić za coś starego, kiedy za nowego zapłacą o wiele mniej. Z perspektywy przedsiębiorstwa był to fantastyczny ruch: „odbili” część klientów, którzy swój klockowy budżet zostawią w ich kasach. Nawet jeśli odbiją tylko część potencjalnych klientów od Inwestorów, to i tak jest dla nich sukces.

Irytuje mnie tylko, że ten nowy pakiet mógł nam dać zupełnie nowych bohaterów. Nadal mamy sporo postaci ze Stranger Things, których w BrickHeadzach jeszcze nie było: Steve, Nancy, Robin, Hopper i inni. A i tak wybrano powtórkę, żeby na razie przyćmić proces odsprzedaży starych setów. Ja wiem, że cel jest piękny – dać Demo i Jedenastkę każdemu, żeby nie musieli przepłacać. Ale pokrzywdzeni są ci, którzy kupili poprzedni zestaw, a teraz mogli dostać Vecnę i Hoppera. Zamiast tego będą mieli jednak powtórkę z rozrywki, którą nabyć warto, bo przecież w komplecie wpadną jeszcze dwie inne, nowe postaci. Więc na części klientów uda się zarobić podwójnie.

Przyszłość

Nie wątpię, że Duńczycy będą korzystali z tej mechaniki i dalej wypychali nowe edycje starych zestawów. Można wręcz dodać to do puli rzeczy, które są równie pewne jak śmierć i podatki. Łatwo też zauważyć, że już od początku 2026 roku widzimy natężenie tej praktyki. Sporo rzeczy już pojawiło się w styczniu, a przed nami cała seria reedycji znany konstrukcji ze Smart Brickami. Bo tam to dopiero czekają nas powtórki, ale z nową technologią (patrz: Zapowiedzi Star Wars na marzec 2026).

Jednocześnie bardzo ciekawi mnie sytuacja zestawów ze Stranger Things. Premiera nowego setu i chwila odczekania po finale serialu powinna zdecydowanie ostudzić zapał części klientów, którzy już mieli stare Demogorgony w koszykach. Nowa wersja jest dla wielu ładniejsza, a do tego zachęca wspomniana niższa cena za więcej brył. Zapał ludzi i tak spadł po premierze finału, ale ciekawe, jak będzie wyglądała sytuacja za parę miesięcy.

Należy też pamiętać o tym, że zbyt częste wypuszczanie danego zestawu może spowodować pewnego rodzaju zapchanie rynku i część ludzi nie będzie zainteresowana wymianą. Wyobraźcie sobie, że nagle wypuszczają nowy Ornitopter, który ma tylko dwie zmienione albo nowe figurki i ulepszoną konstrukcję. Czy będziecie się od razu rzucać, czy możesz już zostaniecie przy tym, co macie? Duńczycy doskonale to wiedzą i dlatego stosują takie techniki jak tutaj – jak minęło zbyt mało czasu, to trzeba dorzucić coś porządnego, aby zachęcić.


Temat reedycji był, jest i będzie. Sam chętnie go obserwuję, bo – jakby nie patrzeć – wpływa to bardzo mocno na coroczne zapowiedzi. I w większości przypadków sprawia mi radość – DeLoreana lecę kupić jak tylko ustabilizuje się cena, bo wygląda o wiele lepiej od swojego poprzednika. Demogorgona z BrickHeadzów i tak chętnie chwyciłem, nawet jeśli już mam poprzedni set. I tak to sobie co roku leci, a Duńczycy tylko myślą, co tu jeszcze odświeżyć, a gdzie iść w nowe pomysły. Co by nie było, robią to bardzo skutecznie, bo co roku składamy zamówienia i podchodzimy do kas z takimi zestawami.

NIE CHCESZ OGLĄDAĆ REKLAM?
Jeśli tak, możesz wspomóc rozwój naszej strony poprzez dobrowolną wpłatę w serwisie Patronite i pozbyć się ich na dobre!

FanKlocków.pl na Patrontie
Jeśli nie chcesz wspierać nas stale, możesz również postawić nam kawę na Suppi!

1 Comment

  1. Ilona J.

    Jeśli chodzi o BrickHeadzy to kupuję wszystkie, bo je uwielbiam – zresztą w większości są za każdym razem chociaż trochę inne. Ponieważ moja przygoda z LEGO rozpoczęła się 2019 r. mam braki, ale w miarę możliwości je uzupełniam starszymi. Inne reedycje muszą mieć coś fajnego np. figurki, żebym je kupiła

Skomentuj!

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.