LEGO® kontra inwestorzy – korekty zestawów
Co jakiś czas słyszymy o małej korekcie zestawu, który już znajduje się w sprzedaży. Raz jest to zmiana koloru włosów u jednej z figurek, innym razem trzeba przemalować oponę, bo użyto logo danej firmy, na co nie było pozwolenia. Oczywiście, takie zmiany tworzą możliwość zarobienia na secie sprzed pomyłki i dzisiaj zrobimy sobie analizę większości przypadków z ostatnich lat. Szczególnie, że ostatni miał miejsce zaledwie kilka tygodni temu.
Zmiany „bez echa”
Są takie zmiany, które wywołują dyskusję w społeczności, ale nie mają realnych konsekwencji na rynku odsprzedaży. Tak było kilka lat temu, gdy okazało się, że McLaren z Technica (42141) doczeka się nowych opon. Niestety, „nowe” w tym wypadku oznaczały „gorsze”, gdyż zostały pozbawione nazwy sponsora. W ten sposób model był słabiej odwzorowany, więc miał potencjał na to, aby Inwestorzy coś sobie ugrali na pierwotnej wersji. Czy jednak tak się stało? No nie, ponieważ większość ludzi nie chciała przepłacać za napis na oponie i olała tę zmianę.
Podobną zmianą jest ta, która odbyła się parę tygodni temu. Zestaw 75402 Myśliwiec ARC-170 doczekał się podmiany szybek – ciemne szyby zostały zastąpione jasnymi, tak aby figurki były bardziej widoczne. Nie było żadnego komunikatu, nie było zmiany numeru zestawu – po prostu ktoś podmienił zdjęcie i teraz sprzedają zestaw w nowej formie.
Czy zawładnęło to rynkiem? Ponownie: niezbyt, a nawet dyskusja w społeczności była słaba. Jasne, pewnie ktoś się poirytował, jeśli bardziej podoba mu się wersja z jasnymi szybkami i zapewne niektórzy dla pewności kupili sobie jeden czy dwa egzemplarze w starej formie. Ale problem w tym, że te szyby nie mają nadruków – to dziwny przykład, gdy Duńczycy walnęli naklejki na szybkę, więc nie ma tutaj mowy o jakimś specjalnie unikalnym elemencie z nadrukiem, a jedynie o czystym klocku. Poza tym, mówi się o tym, że można się odezwać do obsługi klienta, aby ci podesłali szyby w nowym kolorze, jeśli ma się pierwotną wersję.


Figurki
Jednak są przykłady, gdzie ludziom udało się zarobić i to niemało. Było kilka takich sytuacji, właściwie tylko w Gwiezdnych wojnach, gdzie w ten sam sposób podmieniono figurkę. Najczęściej była to zmiana koloru na główce – ot, ktoś pierwotnie zrobił brodę w kolorze czarnym, a potem sobie uświadomił, że jednak lepiej zrobić w nieco jaśniejszym kolorze i po cichu ją podmienił.
Najbardziej znanym przypadkiem jest oczywiście Kanan Jarrus, gdzie ceny za pierwotną wersję poszybowały naprawdę wysoko. Ale nawet niedawno pojawiły się takie same „dziwnostki” u Qui-Gona. Ktoś zauważył, że jego figurka ma nieco jaśniejszą brodę niż powinna mieć i okazało się, że przy premierze pojawiła się cała partia z takim błędem. Jeśli ktoś chciał odkupić takiego Qui-Gona, to jego cena osiągała lekko 300 złotych, co stanowiło wartość całego zestawu. Jednak trzeba było mieć szczęście, bo my braliśmy set przy premierze, a i tak trafiła nam się ta „dobra wersja”.

Z tego segmentu płynie jednak ważny morał – jeśli to figurka ma defekt, to ceny potrafią solidnie podskoczyć. Nie powinno to dziwić, bo to samo dzieje się z missprintami – jeśli ktoś akurat trafi figurkę, która ma źle wykonany nadruk, to potrafi na tym dużo zarobić. Czemu tak się dzieje? Bo takie historie to rzadkość, a są kolekcjonerzy, którzy chcą mieć takie rzadkie elementy w swojej kolekcji. Są w stanie zapłacić za nie sporo, bo może kiedyś ktoś będzie skłonny zapłacić jeszcze więcej. A na końcu tego łańcucha znajdzie się największa ryba, której chodzi tylko o posiadanie jeszcze poważniejszej kolekcji.
Co dalej?
Jeśli chodzi o zmiany w zestawach, to Duńczycy robią je na tyle ostrożnie, iż nie stwarzają pola dla Inwestorów. Wręcz napisałbym, że nie ma co się o co martwić, bo jeśli zmiana opon (a także pudełka i instrukcji) w licencjonowanym zestawie nie przyniosła specjalnych efektów, to trudno znaleźć inny przykład, gdzie taka decyzja dałaby Inwestorom zarobić.
Z kolei figurki to zwyczajnie grząski grunt. Nawet jeśli dochodziło do zmian, to trudno mi wskazać klucz, w ramach którego dało się zarobić. Bo nawet jeśli Qui-Gon wyszedł w dwóch wersjach, to praktycznie niemożliwym było rozpoznanie, gdzie akurat pojawił się ten ze „złą” brodą. Trzeba było mieć zwyczajnie szczęście – tylko jeśli już ktoś otworzył zestaw, to albo był stratny na przecięciu plomb, albo zarobił na specjalnej figurce. Taka loteria z całkiem wysoką ceną za los.
Nie wiem też, ile osób będzie skłonnych zapłacić kilkaset złotych za takie błędne figurki. Jasne, jest całkiem spore grono fanów, ale jest na tyle wąskie, że przy masowej podmiance figurki, po prostu popyt się wypali. A jeśli się wypali, to cena musi spaść i finalnie znowu nie będzie na tym interesu. Wciąż lepiej trafić missprinta, niż taką podmienioną figurkę, bo tutaj ekskluzywność będzie znacznie większa.
To jest jedna z tych sytuacji, gdzie finalnie wielkiej walki między naszymi „frakcjami” nie będzie. Na zmianach raczej nikt nie zarobi, a Duńczycy też korzystają z tej mechaniki rzadko, bo trochę wstyd tak nagle zmieniać. Często rodzi to niepotrzebne zamieszanie, więc już lepiej zostawić ten błędny kolor włosów i nie mieszać, czy też nie dawać pożywki Inwestorom. Z drugiej strony, to finalnie Inwestorzy nie wygrywają na „zwykłych klientach” o ograniczonym budżecie, a na koneserach, którzy i tak zostawią u Duńczyków grube pieniądze. Więc firma nie ucierpi znacząco i nawet jeśli im się taka podmianka zdarzy, to nie będzie bolesna w skutkach dla rocznego obrotu.
NIE CHCESZ OGLĄDAĆ REKLAM?
Jeśli tak, możesz wspomóc rozwój naszej strony poprzez dobrowolną wpłatę w serwisie Patronite i pozbyć się ich na dobre!
