LEGO® kontra inwestorzy – wycofania „niechcący”
Wracamy do LEGO® kontra inwestorzy, a tym razem skupimy się na rynku wycofań. Bowiem przez ostatnie miesiące przytrafiły się „przypadkowe” wycofania, które wydają się niezwykle ciekawe z perspektywy naszego cyklu. I dlatego dzisiaj przyjrzymy im się bliżej.
O co biega?
Niemal co roku obserwujemy sytuację, gdy jakiś zestaw niespodziewanie otrzymuje status wyprzedanego na LEGO.pl. Nie ma o tym wcześniejszych doniesień, nie ma go na żadnych listach wycofań, a tu nagle BUM! – wpada informacja o wycofaniu. Wszyscy panicznie rzucają się na ostatnie sztuki dostępne w magazynach, a cena rośnie w ciągu (dosłownie!) paru godzin.
Jednak potem okazuje się, że zestaw nie do końca został wycofany, a po prostu tak się w systemie kliknęło (Pani Krysia kawę na klawiaturę wylała i poszło od razu do centrali). Po kilku dniach/tygodniach sytuacja się klaruje, cena wraca do normy, ale część ludzi ma już zakupione zapasy do szafy, których nie może zwrócić, bo zanim się dowiedzieli, że to tylko „przypadek”, to minął okres bezpłatnego zwrotu. A „zwykli klienci” mogli już nawet otworzyć swoje egzemplarze.
W tym roku takim zestawem (w Polsce i we Włoszech, bo statusy dzielimy z tą właśnie wersją językową LEGOc.com) był 71822 Ninjago Smoczyca źródła ruchu, który w pewnym momencie skoczyła mocno powyżej ceny katalogowej, a teraz już bez problemu dorwiemy ją z rabatem rzędu 20%. I spodziewam się, że zobaczymy są jeszcze trochę taniej, gdy rynek się wyklaruje.

LEGO® kontra inwestorzy
Z perspektywy Duńczyków jest to sytuacja wręcz idealna. Jest to jakaś próbka popularności, a tłumaczyć się z tego za bardzo nie muszą, bo przecież „trwało to chwilę”. W dodatku na infolinii pracownicy zostali poinformowani dość szybko, że mają mówić, iż zestaw nigdzie się nie wybiera, tylko ma chwilową zadyszkę. Za to magazyny innych sklepów opustoszały, więc te sklepy przyjdą za chwilę po kolejne egzemplarze, generując zacną sprzedaż na początku roku. W kontekście setu za 200 zł pewnie nie robiłoby to wrażenia, ale przy takiej Smoczycy można odczuć lekki, choć pewnie nieplanowany zastrzyk gotówki.
Z kolei Inwestorzy mają wygraną lub przegraną, w zależności od sytuacji. Jeśli kupowali towar w czasie „wycofania”, to skopali – stracili więcej pieniędzy na zestaw i – jeśli nie zdążą go zwrócić – słono przepłacą, przez co inwestycja będzie musiała dłużej poczekać, aby wyjść na swoje. Ale jeśli ktoś robił zakupy wcześniej i miał te zestawy w domu, to mógł je szybko upłynnić za dobry pieniądz.
Pozostali uczestnicy zdarzenia
Nie zapominajmy jednak, że w tym całym procederze pojawiły się też inne podmioty. Przede wszystkim musimy wskazać „zwykłych klientów”, którzy najpewniej musieli przepłacić za zestawy, bo widzieli jak wymarzony smok ich dziecka błyskawicznie znika z półek. Najpewniej nie czekali oni na to, czy jednak cena spadnie i będą mogli zwrócić secik, a dali go dziecku, aby miało frajdę; bądź skorzystali z jakiejś okazji. Jest też szansa, że do teraz nie wiedzą, że ten zestaw jednak wrócił i jest tańszy.
No i w tym wszystkim są też sklepy, które być może ucieszyły się ze sprzedaży dużej ilości setów, a potem musiały się mierzyć z falą zwrotów. Nie wiem, na jak dużą skalę poszedł ten proceder, ale spodziewam się całkiem dużej ilości rozsądnych klientów, którzy postanowili jednak oddać zakupiony towar, aby potem kupić go taniej. To oczywiście wiąże się ze sporą ilością niepotrzebnej księgowości i aspektami logistycznymi. Bo co zrobić, jak wraca Wam 20 Smoczyc, a Wy już kolejną paletę?
Błąd początkującego… ponownie
Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia. Dlaczego tak duża korporacja, która w swojej bieżącej ofercie posiada ok. 1000 zestawów, potrafi popełnić tak głupi błąd, w postaci oznaczenia zestawu jako wyprzedany (i – co ważne – do tej pory go nie naprawić!). Przecież sami najlepiej wiedzą, co będą wycofywać i ich statusy traktowane są jak wyrocznia. Od dwóch lat już we wrześniu ujawniają co za moment wyleci z półek, a i tak potrafią na koniec wystraszyć swoich klientów, że dany zestaw nagle poleciał. Trochę to słabe, aczkolwiek wiele podobnych rzeczy można zarzucić Duńczykom, więc ta pewnie pójdzie w niepamięć.
Czy takie akcje będą działy się w przyszłości? Pewnie tak. Jak na nie reagować? Nie mam zielonego pojęcia, bo zapewne jak coś Wam teraz podpowiem, to sytuacja potoczy się zupełnie na odwrót. Warto jednak zauważyć, że „wycofanie” Smoczycy praktycznie przeszło bokiem. Przez chwilę ludzie się wystraszyli, część zrobiła zakupy, ale finalnie nikt na to za głośno nie narzekał… ale może dlatego, że sytuacja trwała bardzo krótko.
Co by jednak było, gdyby w tym samym roku znienacka oznaczenie otrzymało choćby Rivendell, które – zgodnie z pewnymi przeciekami – miało zakończyć swoje półkowe życie? Tu złorzeczenia byłoby zapewne słychać znacznie głośniej.
Powyższe linki do produktów są tzw. linkami afiliacyjnymi. Jeśli dokonacie przez nie zakupu, otrzymamy niewielką prowizję, którą przeznaczamy na rozwój tego serwisu i naszego hobby. Będzie nam miło, jeśli z nich skorzystacie.
NIE CHCESZ OGLĄDAĆ REKLAM?
Jeśli tak, możesz wspomóc rozwój naszej strony poprzez dobrowolną wpłatę w serwisie Patronite i pozbyć się ich na dobre!

zalozIKEjakNormalnyCzlowiek
lego kontra spekulanci
marco.wwa
I bardzo dobrze, LEGO to nie inwestycja tylko zabawki, jak ktoś chce zarabiać to niech ładuje pieniądze w akcje na giełdzie
Brewa
Let’s agree to disagree i jednak obstawałbym za tym, aby pozwolić każdemu inwestować w to, na co ma ochotę: czy to akcje, czy zegarki, czy zabawki :).
Łuk
Nie tylko u nas taki stan na stronie lego
Włosi, Niemcy i Czechy też tak mają.
Zestaw jest bdb i dużo ładniejszy od nowych smoków Ninjago z 2025 no i podany do wycofania w tym roku więc jeśli się potwierdzi to tylko wystarczy siedzieć i wcinać popcorn.
GrzOgr
To jest próba gry rynkowej dostawcy. Od kiedy zestawy LEGO zaczęły być traktowane jako dobro inwestycyjne, to różni ludzie wkładają w nie swoje pieniądze. Różni, bo od zwykłych klientów, bo właścicieli sklepików z zabawkami, sprzedawców klocków na Bricklink, operatorów hurtowni. Producent też jest uczestnikiem tego łańcucha. Takie informowanie o niedostępności to jest jak wrzucenie kamyka do jeziora i patrzenie jak się fale rozchodzą, zwykłe testowanie rynku. Po co? Bo można sprawdzić jak szybko wyprzeda się dany zestaw i jaką cenę osiągnie, co pozwoli na określenie możliwości zakupowych uczestników łańcucha dostaw, a w konsekwencji po jakiej wyższej cenie będzie można sprzedawać przyszłe zestawy.
Michal
Dobry artykuł!
Lego fan
Bo w Lego pracują ludzie a ludzie błędy popełniają.
Brewa
No to zrozumiałe, aczkolwiek błąd nie jest problemem, jeśli zostanie szybko naprawiony ;).
Paweł
Zwykła ściema LEGO, żeby sprzedać szybko dany zestaw. To nie jest żaden błąd, tylko celowe działanie.
Brewa
To już zaawansowana teoria spiskowa. Nie wiem, po co LEGO miałoby wprowadzać w błąd klientów w dwóch krajach, żeby sprzedać kilkadziesiąt sztuk więcej jednego, konkretnego, randomowego setu, który poza tym sprzedaje się i tak nieźle ;).