„Piece by Piece” – co poszło nie tak?
Jeśli czytacie nasz Popkulturowy skrót to wiecie, że w kinach miał debiutować NOWY FILM LEGO®. Kilka miesięcy temu dostaliśmy zwiastun, po chwili wypuszczono nawet zestaw z tej produkcji, a potem… słuch o niej zaginął. Dlatego dzisiaj przedstawię Wam pokrótce o czym jest ten film, czemu jest o nim tak cicho i dlaczego nie dostaliśmy polskiej premiery.
Piece by Piece – fabuła
Piece by Piece to nic innego jak kolejna biografia znanego muzyka. Tym razem na tapet wzięto życiorys Pharrella Williamsa (tego od Happy i innych piosenek z Minionków), który chciał, aby jego historia nie była zbyt generyczna. Dlatego dogadał się z wytwórnią, iż jego opowieść zostanie zrealizowana przy wykorzystaniu… klocków LEGO®.
W przeciwieństwie do poprzednich produkcji LEGO®, tym razem firma nie sygnowała tego jakoś mocno swoją marką. Zostali umieszczeni na plakacie bardziej jako partnerzy, a przy okazji wypuścili jeden zestaw tematyczny, żeby nikt się nie czepiał, że się nie angażowali. Nie zrobili jednak niczego więcej i cóż… chyba wyjdzie im to na dobre…
Zerowy marketing, zerowy zarobek i brak polskiej premiery
Mam wrażenie, że przy pierwszym zwiastunie było nawet głośno o tej produkcji. Nagle wychodzi jakiś nowy film LEGO®, który będzie czyjąś biografią, a do tego gościnnie pojawi się tutaj masa innych, znanych muzyków… W tym nawet Snoop Dogg, a przez to zobaczyliśmy, jak mogłaby wyglądać jego minifigurka. Jednak z każdym kolejnym tygodniem marketing tego filmu zamierał i finalnie o kinowej premierze mało kto w ogóle pamiętał.
Mówią o tym też liczby – film debiutował w prawie 2 tysiącach kin (to tylko połowa tego, co zazwyczaj mają do dyspozycji największe blockbustery), a wyciągnął z nich… niecałe 10 milionów dolarów. W związku z tym, produkcja pojawiła się tylko na kilku obcych rynkach (gdzie łącznie nie zarobiła nawet miliona dolarów), a potem wleciała prosto na streaming. Stało się to po niecałych trzech tygodniach od swojej kinowej premiery, co po raz kolejny pokazuje skalę wtopy.
Jeśli jeszcze nie wierzycie, że wtopiono tutaj pieniądze, to na dobicie trzeba podać szacunki z kilku stron. Według nich, budżet tej produkcji wynosił ok. 16 milionów dolarów, więc nawet nie pokryto kosztów, nie mówiąc już o czystym zarobku… Co jest dość zabawne, bo takie budżety są charakterystyczne dla małych horrorów i praktycznie zawsze zwracają się z lekkością. Tutaj jednak mieliśmy animacje z użyciem bardzo rozpoznawalnych klocków.
Jeśli jednak będziecie chcieli obejrzeć ten film w Polsce (a chyba nawet jest sens, bo produkcja zebrała dobre opinie), to niestety nie będzie Wam to dane. O premierze kinowej możemy już zapomnieć, ale w streamingu także jest problem. Widać, że film nie zdobył nawet polskiego dystrybutora, bo nie da się znaleźć polskiej wersji zwiastuna, a więc póki co nie obejrzycie go nigdzie. I to niezależnie od tego, czy liczycie na seans w ramach swojego abonamentu na jakiejś platformie, czy też bylibyście skłonni kupić dostęp do produkcji. To ostatnie oferuje Amazon Prime… Ale nie w naszym kraju.

Przyszłość
Jestem ciekaw, jak ta sytuacja wpłynie na przyszłość filmów LEGO®. Bo jasne, tutaj mieliśmy pewnego rodzaju eksperyment, gdzie przedstawiono czyjąś biografię, a duńska marka nie pchała się mocno w promocję. Aczkolwiek w produkcji znajdują się jeszcze 3 inne projekty, które mają trafić do kin. Spodziewam się, iż teraz będą to tylko „pewniaki”, bez dozy eksperymentu. Trudno jednak wskazać, co to dokładnie może być, skoro nawet kinowa adaptacja Ninjago nie udała się przed laty.
Równie ciekaw jestem sprzedaży tego jednego, wypuszczonego zestawu. Sam set był naprawdę interesujący – miał masę główek, a do tego bardzo nietypową konstrukcję, wymagającą sprytnego przeniesienia środka ciężkości. Na pewno przykuje to czyjąś uwagę, ale brak „podkładki” w postaci filmu może być dobijający. Mam wrażenie, że już dzisiaj mówi się bardzo mało o tym secie, a w przyszłym roku przypomnimy sobie o nim w dwóch sytuacjach: widząc go na liście wycofań i na solidnych promocjach, które Duńczycy przygotują, aby pozbyć się go zapasów z magazynu.

Piece by Piece to bardzo przykry przypadek. Ktoś chciał zrobić coś oryginalnego, ktoś inny się postarał i zrobił solidną produkcję. Ale ktoś w marketingu skopał sprawę, potem widownia całkowicie pominęła ten film i finalnie wyszło fiasko. Trochę szkoda, bo ostatecznie może to wpłynąć negatywnie na następne projekty. Oby jednak Duńczycy się nie zrazili, a w przyszłych latach dostarczyli nam coś lepszego i bardziej przemyślanego. Również w kwestii marketingu.
Powyższe linki do produktów to linki afiliacyjne. Jeśli dokonacie z nich zakupów, otrzymamy od nich niewielką prowizję, którą przeznaczamy na rozwój serwisu.
NIE CHCESZ OGLĄDAĆ REKLAM?
Jeśli tak, możesz wspomóc rozwój naszej strony poprzez dobrowolną wpłatę w serwisie Patronite i pozbyć się ich na dobre!

Paweł
Śmiesznie, że stracili na tej bajce i jeszcze się ograniczają z zasięgiem online tylko do USA, gdzie już każdy, kto chciał, to to obejrzał xD
„Powyższe linki do produktów to linki afiliacyjne” – chyba jednak nie 🙂
Brewa
Jest tam link do zestawu z filmu, więc jednak tak ;).
Pablo
Ale to zwykły link.
Sprawdziłem cenę tego zestawu – 500 zł za taki shit 😄
Brewa
Jak klikniesz „normalnie” lewym klawiszem, to dołączy się afiliacja – nie to, żeby to miało znaczenie ;).