Dlaczego Ninjago (nie)umrze?
Pewnie nieraz słyszeliście komentarze o tym jak to NINJAGO SIĘ KOŃCZY albo TEN SEZON TO JUŻ NA PEWNO OSTATNI BĘDZIE. W końcu LEGO® Ninjago istnieje już od ponad 10 lat, co jest wynikiem rewelacyjnym, jak na zupełnie oryginalną serię duńskiej marki; ale i niebezpiecznym, bo trudno utrzymać tak długo zainteresowanie odbiorców. Co jednak stoi za sukcesem tej linii i dlaczego – moim zdaniem – jeszcze długo będziemy dostawać kolejne sety z niej? Tego dowiecie się z dzisiejszego tekstu!
Sytuacja bieżąca
Na początku warto skupić się na tym, co sprawia, że Ninjago nadal się trzyma. Powodów jest kilka i to one przekładają się na pewną całość, czyli na dalsze przedłużanie o nowe sezony.
Pierwszym z nich jest oczywiście specjalny serial – już na samym początku, gdy produkcja wychodziła, to jej poziom był naprawdę dobry. Dostaliśmy czterech fajnych Ninja, którzy muszą się pewnych rzeczy nauczyć, a to wszystko pod okiem srogiego, ale jednocześnie zabawnego Mistrza Wu. Siadło to do tego stopnia, że otrzymaliśmy już 18 sezonów (!), a dzieciakom (i dorosłym) nadal się to podoba.
Serial jest już na tyle rozpoznawalny, że pewnie mógłby zarobić sam na siebie, bo już teraz licencja na niego jest sprzedawana chociażby Netflixowi. Stanowi to jednak dobrą machinę, aby zareklamować coroczne zestawy, gdyż dzieciaki chcą potem odwzorować poszczególne sceny. A skoro oglądalność widowiska jest na solidnym poziomie, to na pewno Duńczycy nie narzekają na sprzedaż samych setów.
Zresztą, serial to silny argument na kontynuowanie Ninjago z jeszcze jednego powodu – jego historia miała się domknąć w 16. sezonie. I tak, domyka się… Tylko chwilę potem dochodzi do wielkiego wydarzenia, które całkowicie przebudowuje dotychczasowe tereny i tworzy materiał na wiele kolejnych sezonów. Tak się chyba nie zachowują twórcy, mający zaraz zbierać swoje manatki i iść do domu…
Kolejna sprawa to oczywiście wszelkie rzeczy do sprzedania wokół tej serii. Ninjago ma w końcu specjalne koszulki, czapki, plecaki, czy te śmieszne miecze z pianki. Co by nie mówić, to taki szajs naprawdę dobrze się sprzedaje, bo wystarczy, że pojedziecie do większej miejscowości (szczególnie nadmorskiej, podczas wakacji) i na pewno zobaczycie jakiegoś dzieciaka z czapką albo koszulką z Ninjago. Innej takiej marki LEGO® nie ma, więc trzeba ją doić tak jak to robił Netflix z Domem z Papieru.

Konkurencja
Żeby jednak nie było – Duńczycy mają świadomość, że ta marka może w końcu walnąć. Jak wiadomo, każda telenowela musi się kiedyś skończyć (twórcy Mody na Sukces już się śmieją). W każdym razie, trzeba być na to przygotowanym, więc należy przyszykować alternatywę, aby ludzie nadal zostali przy tej konkretnej firmie z klockami, zamiast wybrać jakikolwiek inny produkt. Tylko wszystko co robią, idzie im z marnym skutkiem.
Wszak mieliśmy taką serię jak Chima – specjalne odlewy zwierzęcych stworów, mieczy, pomysły na pojazdy, mające być drugimi SPINERAMI… Dodatkowo: animowany, długometrażowy serial o synu, który nagle musi przejąć władzę w królestwie i zjednoczyć się z dawnym wrogiem. Przecież to był samograj… czy raczej samobój, bo finalnie seria długo nie wytrwała i została zakończona.
Mieliśmy też Hidden Side, które już nawet własnego serialu nie dostało, a tylko coś na wzór kilkuminutowych przerywników, które razem dawały nam około 30 minut materiału… rocznie. Do jednego lub dwóch kotletów spoko, aczkolwiek dzieciaki szybko się tym znudziły. Seria oczywiście też upadła.
Mamy też Monkie Kida i to w sumie jedyne, co naprawdę wyszło – przynajmniej pod kątem stylistyki. Serial dostał zupełnie inną animację, poczerpał trochę motywów z chińskiej mitologii i dobrze się przyjął… ale w Chinach (na który to rynek zresztą był przygotowywany). U nas, czy ogólnie w Europie, serial ma dość małe grono fanów, co nie przekłada się na jego spektakularny sukces. Choć sprzedaż w Azji pewnie jest na tyle zadowalająca, iż będziemy jeszcze przez lata dostawać kolejne sety, to LEGO® potrzebuje sukcesu światowego, a takim jest Ninjago.
Wypada coś wspomnieć o DreamZzz, ale pozwólcie, że tym zajmiemy się już w osobnym tekście i zrobimy z tego treściwszą analizę, podejmującą temat całej serii. To wcale nie jest tak, że już napisałem elaborat na 5000 słów, przez co wyszedł mi materiał na osobny tekst, więc postanowiłem to podzielić. Absolutnie nie.

Powtarzalność zestawów
Skoro serial dalej radzi sobie świetnie, a na horyzoncie nie widać żadnego zagrożenia, to trzeba wspomnieć o najważniejszym zarzucie, kierowanym w stronę Ninjago – powtarzalności zestawów. Wiem, że nieraz pojawiły się narzekania ludzi, że od dawna Ninjago to tylko smoki, samochody, ninja w nowych wdziankach i tyle. No i w sumie… ci ludzie mają rację, ale dzieciakom to nie przeszkadza.
Bo w serialu Ninja też się za pomocą tego poruszają i jeśli chcesz odwzorować właśnie tamte sceny, to musisz mieć nowy pojazd. Nawet jeśli jest on nieco podobny do poprzedniego, to dostaniesz inne figurki oraz inną paletę kolorów, a to już dodatkowa zaleta. Zresztą, co jakiś czas LEGO® stara się wrzucić chociaż jeden pojazd, który jakoś będzie się wyróżniał. W erze kryształów dostaliśmy pojazd Kaia, a w kolejnym roku ciepło przyjęty „mecho-skuter”. I to działa, patrząc na całkiem niezłą sprzedaż tych zestawów.
Nie pomaga też fakt, że właściwie wszystkie inne serie robią dokładnie to samo. Spójrzcie na tegoroczne sety z Marvela – to tylko statki i pojazdy, z okazjonalną figurką z klocków. Spójrzcie na „klasyczne” (czyli nie 18+) Star Wars – jeszcze więcej statków i battle packi, a jedynie czasem ktoś się zreflektuje. Właściwie każda linia cierpi na ten sam problem, ale to Ninjago obrywa się najmocniej.
Poza tym, same zestawy to jedno, ale w Ninjago główną robotę robi motyw przewodni sezonu. Co z tego, że smoki i pojazdy są powtarzalne, skoro teraz mamy motyw Krwawego księżyca i trzeba walczyć z jakimiś wilczymi wojownikami? A potem przyjdzie wielki turniej żywiołów, po czym zapewne powróci Garmadon z nową trylogią i tak będzie się to kręcić w nieskończoność.

Z powyższych względów moim zdaniem Ninjago jeszcze długo nie umrze. Może za kilka lat, gdy obecne dzieciaki dorosną na tyle, aby porzucić klocki, a nowe już nie złapią tej zajawki na Ninja, to dostaniemy oficjalny cancel. Tyle że w ramach tych ponad dziesięciu lat już takie przetasowanie mieliśmy (ja np. jestem z pokolenia, które oglądało pierwsze sezony), a miłość do Ninja nadal rodzi się w nowych dzieciakach. Poza tym, jak już te wzmiankowane dorosną, to potem można im opychać wielkie targowiska, apartamenty czy inne ogrody, więc końca – jak na razie – nie widać.
NIE CHCESZ OGLĄDAĆ REKLAM?
Jeśli tak, możesz wspomóc rozwój naszej strony poprzez dobrowolną wpłatę w serwisie Patronite i pozbyć się ich na dobre!

Vezon
Fajny artykuł 😉
K.
Nie chce źle mówić, ale Lego DC to dziś ruina. Nie ma innych bohaterów, tylko ciągle: ,,Batman”, ,,Batman kontra to” lub ,,Batman kontra tamto”. I nawet tam Batgirl jest rzadka, a z Harley i Ivy robią złoczyńców. (lubię Poison Ivy i inne damy z DC) I jeszcze nawet znane postacie z DC, np. Wonder Woman, Superman, też już nie dostają zestawów. Jakby DC stworzyło tylko Batmana… 🤔
pd
A może to po prostu kwestie zakresu wykupionych licencji?
pd
Dopóki są odbiorcy, dopóty seria będzie kontynuowana i monetyzowana.
Warto przy okazji wspomnieć o „połączeniu” Ninjago („starego”) i Dreamzzz, w odcinku specjalnym pt. „Dream Team” („Drużyna ze snów”).
Łuk
Oj nie umrze
Wczoraj właśnie debatowaliśmy z synem na ten temat więc artykuł idealnie się wpisał w naszą konwersację.
Serial, koledzy w szkole i się rozniosło.
Młodzi mają coś na wzór moich żółwi ninja ( mistrz i kilku uczniów i walka wiadomo z kim )
Sam jako staruch używam wielu elementów i budowli z Ninjago bo lubię starą i nową Azję.
No i maski Oni . Ta seria znacznie lepiej sobie radzi od Marvela ( o którego z każdym dniem się obawiam )
Spoko artykuł . MoNa by z tego liva zrobić bo temat rozlewa się na wiele serii.
Pozdr