LEGO-a-trzezwienie
Gościnne Różności Tomasz Kwiatkowski 3289 views

Gościnnie: Klocki LEGO® a trzeźwość

Poniższy artykuł został do nas podesłany przez jednego ze stałych czytelników. Publikujemy go w maksymalnie niezmienionej formie, jako że historia w nim opisana jest tak samo ważna, jak podnosząca na duchu.

Niniejszy tekst jest artykułem gościnnym, zamieszczonym na blogu w ramach programu, w którym Wy również możecie wziąć udział. Tekst został przygotowany przez autora, a następnie zredagowany przez redakcję FanKlocków.pl. Autor otrzymał za niego wynagrodzenie.

Siemano!

Jestem Tomek, mam trzydzieści pięć lat i jestem osobą uzależnioną od substancji psychoaktywnych, głównie alkoholu. Czysty i trzeźwy jestem już przeszło półtora roku, uczestniczę w terapii uzależnień, mam swoją grupę wsparcia i ogólnie miewam się dobrze. Nie będziemy tutaj zbyt głęboko wchodzić w przyczyny i rozwój mojego picia, ani w jego charakter, kształt i wpływ na moje życie, skupię się właśnie na procesie trzeźwienia i szczególnym jego aspekcie – budowaniu z klocków. Wypada jednak pokrótce przedstawić pewne fakty.

Nałogowo korzystać z alkoholu zacząłem mając dwadzieścia trzy, może dwadzieścia cztery lata. Po raz pierwszy po alkohol sięgnąłem mając lat bodaj piętnaście, co na moim osiedlu było późnym wiekiem na inicjację, większość już waliła browary od początku gimbazy, czyli trzynastego roku życia. Póki co, więcej w życiu piłem niż nie piłem. Na studiach moje zabawowe picie szybko przekształciło się w przymus i jedyny sposób radzenia sobie z czymkolwiek. Świętowałem, rozpaczałem, odprężałem się, bawiłem i gnoiłem chlaniem, w późniejszym czasie dołączyła do niego kokaina i kryształ. Jest w moim życiu pięcioletni okres, który zlał mi się w jeden dzień. Jestem świadom wydarzeń, które miały miejsce, ale nie jestem w stanie ich umiejscowić na osi czasu.

Uzależnienie rozwala doszczętnie życie prywatne, zawodowe, wewnętrzne. Powoduje emocjonalne i zdrowotne wybrakowanie, a łajdaczenie się nieraz sprawiło, że balansowałem z utratą zdrowia na krawędzi inwalidztwa.

Trzeźwienie to proces, który ma na celu odwrócić skutki tych wydarzeń. Na ile to możliwe – naprawić i wyjaśnić te, które się da, a przede wszystkim: pomóc odzyskać umiejętność czerpania radości z własnych pasji, zainteresowań, umiejętności. Nie wiem, czy proces ten jest możliwy bez udziału osób trzecich, szczególnie profesjonalistów-terapeutów. Nie sądzę. Wielokrotnie próbowałem zerwać z nałogiem samodzielnie, skutki były coraz bardziej opłakane. Gdybym miał jakoś uprościć ten proces, to jest to odkrywanie siebie na nowo, nieustający rozwój, którego nie powinno się zaniedbywać; i duża uważność, którą ciężko na początku utrzymać. Trzeźwość to między innymi umiejętność zachowania umiaru. Trzeźwe myślenie to takie, które ma mnie ochronić przed krzywdą, jaką sam na siebie mogę sprowadzić. Pomagają przeróżne rzeczy, a mi życie uratowały klocki.

W moim życiu LEGO® było od zawsze. Choć nie byliśmy jacyś super bogaci, to rodzice żyli oszczędnie, jednocześnie ucząc mnie poszanowania dla rzeczy. W zasadzie to, oprócz dinozaurów, żadne inne zabawki nie wzbudzały mojego zainteresowania. Co oszczędziłem, za to kupowałem klocki, na prezenty nie chciałem niczego innego niż klocki. Również przez okres chlorski powiększałem swoją kolekcję, brałem czynny udział w życiu społeczności, ale bardziej byłem znany ze swoich zdolności integracyjnych niż konstruktorskich. W wyniku wypadku, do którego doprowadziłem na kacu w miejscu pracy, niemal straciłem wzrok, a żeby stanąć finansowo na nogi, musiałem sprzedać całą swoją kolekcję. W tym czasie była ona bardzo znaczących rozmiarów – wyobraźcie sobie dowolny zestaw z serii Castle/Pirates do roku 2015 – miałem to i cały ogrom innych rzeczy. Ważyło to wszystko niemal sto kilogramów, a ja sprzedałem wszystko za bezcen, bo nie miałem innego wyjścia. Trzeba było się szybko pozbyć wszystkiego, żeby mieć na leczenie, a ceny wtedy tak nie szybowały w górę jak dzisiaj. Ba, chodziło się do sklepów pytać o zestawy, które się nie sprzedały i można było kupić zestaw po produkcji nawet za pół ceny! Mimo utraty zdrowia, kolekcji, całych bloków życia, z picia nie wycofałem się do końcówki roku 2022.

Na siedem niemal lat, pozbawiłem się swojej największej pasji i frajdy w życiu.

Kiedy przestałem używać substancji psychoaktywnych, mózg zaczął rozpaczliwie szukać czegoś, czym może zająć sobie głowę – zacząłem pochłaniać książki w trybie maszynowym, biegać, przepadać w gierkach. Jednocześnie zacząłem się odkuwać finansowo z pijackich długów i wtedy zaświtało, żeby sobie kupić pierwszy od dawna zestaw. Padło na Testrale z Harrego Pottera, które chyba omyłkowo były w Dino za niecałe pięćdziesiąt złotych. No to kupiłem trzy pudełka. Niestety, jeszcze wszystko było u mnie naznaczone nieco pijackim sznytem, nałogowym podejściem, pełnym przesady. Jak czytałem, to po kilka książek, spędzając bezsenne noce, nie robiąc nic innego. Jak biegałem, to zawzięcie, niezależnie od pogody i bez czasu na regenerację. Klocki zaś zacząłem kupować kompulsywnie, w dużych ilościach, pogłębiając na nowo swoje długi, zamiast je spłycać. Zanim się opamiętałem, minęło kilka miesięcy, więc części nowych nabytków musiałem się pozbyć (nieco nieotwartych zestawów dalej zalega w szafie). Udało mi się w końcu zbudować zrównoważony cykl: biegam i ćwiczę tak, żeby się zrelaksować, dzięki czemu jestem w stanie skupić się na czytaniu w odpowiedniej dawce, a to mnie stymuluje do tego, żeby pisać i budować, a od tego potrzebuję odpocząć przy pomocy aktywności fizycznej.

Gdy zniknęło szaleństwo rzekomego „inwestowania”, które było niczym innym jak zbieractwem; i udało się dzięki terapii uzyskać jako taki zalążek spokoju w głowie, mogłem zacząć układać zestawy, montować swoje pierwsze konstrukcje, wziąć się za segregowanie klocków. Zadbać nie tylko o klocki, ale o przestrzeń potrzebną do ich przechowania, składania czy ekspozycji. Kolejne projekty stały się zaplanowane, realizowane bez pośpiechu i szału. Budowanie jest czynnością na tyle angażującą, że muszę sobie nastawiać budzik, żeby pamiętać o jedzeniu, spacerze, innych zajęciach. Kiedy coś zlepiam w całość, rozkładam i układam do odpowiednich szufladek, to to samo dzieje się z mojej głowie. Mam tendencję do intelektualizacji własnych uczuć i emocji, wręcz tłumaczenia ich sobie do tego stopnia, że jestem w stanie sobie wmówić istnienie jakichś odczuć tylko dlatego, że uznałem, że powinienem tak się czuć. Kiedy siedzę przy klockach, rzeczy się upraszczają. Znajdują swoje miejsce, tak jak to się dzieje przy szukaniu odpowiedniego połączenia części, gdy chce się uzyskać jakiś ozdobny efekt na gzymsie powstającej kamienicy czy winietki w mikroskali.

Wydarzenia z przeszłości przestają prześladować, bo okazuje się, że rozwiązanie jest proste i było pod nosem, a ja nie muszę poświęcać całej nocy, żeby coś przemyśleć i się tym katować.

Klocki pozwalają mi odkleić się od moich galopujących myśli, gonitwy, jątrzącego poczucia winy spowodowanego przeszłością i skupić się na tym, co mogę zrobić, żeby teraz było lepiej. Pozwalają sensowne planować przyszłość, bo stały się elementem budżetu domowego. Ponieważ nie tracą na wartości, to wiem, że są w razie czego „zamrożoną” w plastiku gotówką, więc dają też poczucie bezpieczeństwa. Nie kupuję już niczego tylko dlatego, że jest tanio. Nabywam części zgodnie z zapotrzebowaniem, nie spieszę się z zakupem, bo – koniec końców – to tylko drobny kawałek plastiku. Przy klockach rozwijam się twórczo, bo oprócz samego aktu budowania z nich, do głowy w tym czasie przychodzą pomysły na inne sposoby wyrazu, jak choćby ten tekst.

Dzięki tej pasji znalazłem pracę, którą jest prowadzenie kursów dla młodych klockowych zapaleńców, a w której odnajduję się przepięknie (mimo, że przez całe dorosłe życie wmawiałem sobie głęboką niechęć wobec dzieci). Są filarem mojego trzeźwienia, ulubioną rozrywką i najlepszą pracą, jaką mógłbym wykonywać. Nawet podczas segregowania własnych części czuję satysfakcję i nigdy nie siadam do tego, jakby to była jakaś kara. Poważnie, lubię odkładać rzeczy na miejsce! Zarówno w głowie, jak i do szufladek OKT.

Pamiętajcie, że jeśli zmagacie się z czymś podobnym, to w Polsce jest szeroko rozwinięty system pomocy. Każde miasto ma swoją poradnię leczenia uzależnień, z której korzystanie jest darmowe (z tego co wiem, nie trzeba nawet być ubezpieczonym). Są grupy samopomocowe, macie przyjaciół i rodziny, które się o Was troszczą, nawet jeśli w to wątpicie. Są szpitale, które prowadzą oddziały, na których możecie się na chwilę odłączyć z pędu codzienności i intensywnie rozpocząć proces trzeźwienia. Wóda przetyrała nasz kraj okrutnie, więc jeśli czujesz, że tyra i Ciebie, sięgnij po pomoc, bo samemu może być bardzo ciężko.

NIE CHCESZ OGLĄDAĆ REKLAM?
Jeśli tak, możesz wspomóc rozwój naszej strony poprzez dobrowolną wpłatę w serwisie Patronite i pozbyć się ich na dobre!

FanKlocków.pl na Patrontie
Jeśli nie chcesz wspierać nas stale, możesz również postawić nam kawę na Suppi!

3 thoughts on “Gościnnie: Klocki LEGO® a trzeźwość

  1. L.

    Niemal każdy pomysł jest dobry żeby wytrwać w trzeźwości. Przy okazji układania klocków można także układać swoje życie.
    Gratuluję i życzę wytrwałości w trzeźwieniu.

  2. Luca

    Dobra robota! W składaniu czasem brakuje jakieś części, trzeba ją znaleźć lub wymyślić inne rozwiązanie, ponieważ projekt musi być domknięty, nie lubi pustej przestrzeni. Podobnie jest z życiem człowieka, substancje stają się czasem większą lub mniejszą częścią życia człowieka, gdy je z niego wyjmiemy pozostaje pusta przestrzeń, którą trzeba wypełnić. Wbrew pozorom nie jest problemem skończyć pić czy brać, wyzwanie zaczyna się później. Jak się okazuje klocki idealnie się tu wpasowały! Gratulacje! Pozdrawiam, Luca, psycholog, psychoterapeuta, fan lego 😉

  3. zax

    No i proszę. Da się napisać artykuł dotyczący spraw społecznych (a LEGO) bez ideologicznych wys… wynurzeń? Gdzie autor nie oskarża na około wszystkich o nietolerancję? Da się. Wystarczy skupienie się na problemie i przedstawić SWOJĄ historię.
    Trzymaj się Tomek! Bardzo ważne świadectwo! Myślę, że dasz wielu do myślenia.

Skomentuj!

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.