LEGO® a Dungeons & Dragons – wstęp dla niezorientowanych
W tym tygodniu świat obiegła informacja, że LEGO® mocniej rozszerzy ofertę swoich produktów o te związane z marką Dungeons & Dragons. Przypomnijmy, że już w kwietniu na półkach ma pojawić się duży zestaw z tej linii, wydany w ramach serii IDEAS, a później w ciągu roku najprawdopodobniej zobaczymy również kolekcjonerską serię minifigurek opartych na właściwej licencji. Jako osoba kiedyś bardzo mocno związana z Dungeons & Dragons, postanowiłem przygotować dla Was „samouczek”, który powie Wam nieco więcej o tej franczyzie. W drugiej części artykułu pospekulujemy sobie natomiast na temat tego, co w tym temacie może przynieść pryszłość – ta bliska oraz ta trochę dalsza.
Uwaga dla starych, RPG-owych wyjadaczy: ten tekst ma być zarysem najwżniejszych zagadnień, a nie kompleksowym omówieniem wszystkich jego aspektów. Musicie mi więc wybaczyć pewne uproszczenia.
Dungeons & Dragons – jak to się zaczęło?
Dungeons & Dragons (w skrócie: D&D) to jeden najstarszych systemów RPG, uważanych za prekursora gatunku. Z kolei RPG to skrót od Roleplaying Games: gier, podczas których gracze wcielają się w przeróżnych bohaterów, a za przeżywane przez nich przygody odpowiada Mistrz gry (w D&D nazywany Mistrzem podziemi). Zasady systemów RPG bywają mniej lub bardziej skomplikowane, ale w znakomitej wielkości przypadków spisane są w podręcznikach, a do determinowania efektów losowych (od wyników przeróżnych starań aż po walkę) używane są wielościenne kości.
D&D zostało stworzone w 1974 roku przez Gary’ego Gygaxa i Dave’a Arnesona, a jego pierwsza edycja została wydana nakładem legendarnego wydawnictwa TSR. Początkowo był to system skoncentrowany – w uproszczeniu – na eksplorowaniu tytułowych lochów oraz zabijaniu tytułowych smoków (i nie tylko). Był w dużej mierze nastawiony na walkę, a w mniejszym stopniu – na samo odgrywanie bohaterów. Z tego względu D&D nie było zbyt popularne w naszym kraju. „Polska szkoła RPG” z lat dawniejszych stawiała na pierwszym miejscu wczuwanie się w postać i rozgrywanie scenariuszy pozwalających nieco bardziej wykazać się na polu intelektualnym – zarówno w przypadku graczy, jak i Mistrza gry.

Po D&D było jeszcze Advanced Dungeons & Dragons, a potem nastąpiła mała rewolucja. Markę przejęło wydawnictwo Wizards of the Coast, znane również jako wydawca bestsellerowej kolekcjonerskiej gry karcianej: Magic: The Gathering. „Wizardzi” odświeżyli system i wydali go jako 3. edycję Dungeons and Dragons. Uskutecznili tu jednak ciekawy myk, bowiem trzy główne podręczniki do systemu zostały wydane na specjalnej, „wolnej” licencji, która umożliwiała bezpłatne opieranie na zawartych w nich zasadach (opisanych zbiorczo jako System d20) własnych materiałów. To sprawiło, że na rynku pojawiło się mnóstwo autorskich tzw. settingów, które wykorzystywały mechanikę d20 (często lekko ją modyfikując). Autorzy mogli więc skupić się na pomysłach, a nie na wynajdywaniu koła od nowa.
W międzyczasie – i mam tu na myśli również czasy przed przejęciem marki przez WotC – D&D zyskało również wiele settingów własnych. Settingiem nazywamy – powiedzmy – konkretny świat, mieszczący się najczęściej na jakimś planie egzystencji. D&D niemal od samego początku wykorzystywało pomysł multiplanarności, na którym teraz opiera się Marvel. Dzięki temu zyskaliśmy takie światy jak Greyhawk (świat „bazowy” systemu), Ravenloft, Dragonlance, Dark Sun, Planescape czy – last but not least – Forgotten Relams, znane w Polsce jako Zapomniane Krainy.
Po edycji 3.0 została jeszcze wydana edycja 3.5, następnie 4.0, a obecnie „obowiązującym” systemem jest wersja 5.0. Niuanse dotyczące zasad nie mają tu znaczenia, ale – zasadniczo – całość nadal opiera się na systemie używającym przede wszystkim kostek dwudziestościennych.

Renesans w Polsce i na świecie
W Polsce D&D, jak wspomniałem, nie było zbyt popularne, ale sytuację tę zmieniło nieco wydanie polskiej wersji gry komputerowej Baldur’s Gate. W pełni spolszczony, niesamowicie grywalny tytuł opierał się wprawdzie na zasadach 2. edycji D&D, ale i tak szturmem zdobył serca graczy i zainteresował ich światem Zapomnianych Krain, bowiem właśnie w nich się rozgrywał.
Potencjał w D&D dostrzegło wydawnictwo ISA, które (nawet jeszcze przed premierą BG I) rzuciło na rynek całą masę książek osadzonych w świecie Forgotten Realms. Te sprzedawały się na tyle dobrze, że ISA poszła o krok dalej i wzięła się za wydawanie polskich edycji podręczników do samej gry. Na polskim rynku pojawiła się niemal kompletna paczka spod znaku 3. edycji systemu, włączając w to także podręczniki nieobjęte wolną licencją, w tym te dotyczące Zapomnianych Krain.

Zainteresowanie systemem podsyciło wydanie drugiej części Baldur’s Gate, dwóch gier z serii Icewind Dale, tytułu Neverwinter Nights (również w kilku odsłonach, wliczając dodatki) i nie tylko. Wasz ulubiony Brewa był w tym czasie nawet redaktorem naczelnym oficjalnej polskiej strony dotyczącej D&D, rozwijanej ze wsparciem wydawnictwa ISA.
ISA wydała później po polsku także edycję 3.5, oraz 4.0, a następnie zaprzestała tej aktywności. W międzyczasie „boom” na D&D w Polsce (i na świecie) trochę ucichł… do czasu.
Dungeons & Dragons odżyło w szerokim mainstreamie stosunkowo niedawno, przede wszystkim dzięki netfliksowej serii Stranger Things. Bohaterowie serialu w D&D grają, a przypomnienie o tym hobby – do tej pory w dużej mierze kojarzonego z kulturą „nerdowską” – padło na podatny grunt osób, które grały za dzieciaka. Dorośli ludzie z pokolenia millenialsów, kładący nieco większy nacisk na dobrostan psychiczny niż ich rodzice, gromadnie wrócili do zamykania się w piwnicach i mierzenia się z przeróżnymi stworami. Ładnie zbiegło się to z wydaniem 5. edycji systemu, który w Polsce ukazał się nakładem wydawnictwa Rebel.

Do „dedekowego” kotła dorzucił też nieco najnowszy film: Dungeons & Dragons: Złodziejski honor, który okazał się nadspodziewanie dobry (poprzedniej, paździerzastej „adaptacji” nie pomógł nawet zdobywca Oscara – Jeremy Irons). Akcja filmu również osadzona jest w Zapomnianych Krainach, które stały się poniekąd „głównym” światem 5. edycji, jako że są po prostu najpopularniejsze.
Wreszcie, zeszłoroczny Baldur’s Gate 3 to kolejny przykład świetnej produkcji opartej na D&D i Zapomnianych Krainach, który jeszcze bardziej rozsławił grę na świecie. Nie ma się więc co dziwić, że do tego pociągu sukcesu postanowiło dołączyć także LEGO®.
No, to teraz już wiecie niezbędne minimum na temat tego, z czym „Dedeki” się je. Jesteście więc gotowi na drugą część artykułu, w którym omówimy sobie nadchodzące zestawy LEGO® spod egidy D&D, wraz z ich nawiązanymi do samego systemu i moimi „eksperckimi” przewidywaniami.
NIE CHCESZ OGLĄDAĆ REKLAM?
Jeśli tak, możesz wspomóc rozwój naszej strony poprzez dobrowolną wpłatę w serwisie Patronite i pozbyć się ich na dobre!

Cochise
Gorion byłby z Ciebie dumny za ten wpis. Pozdro 😉
Brewa
Wpadliśmy w zasadzkę, DZIECKO!